o projekcie
archiwum historii mówionej
kolekcje
kontakt
o muzeum emigracji w gdyni
wyszukiwarka
A A wersja kontrastowa
+dodaj swoją historię
Krystyna Markut

Krystyna Markut w dniu ukończenia studiów
 

Nazywam się Krystyna Markut z domu Sawa, urodziłam się 1 maja 1935 roku we Lwowie. Rodzice moi posiadali dom jednopiętrowy z czterema mieszkaniami na Lewandówce, przedmieściu Lwowa. Ojciec mój, Józef Sawa był zegarmistrzem we własnym zakładzie w śródmieściu przy ulicy Chorążczyzny.

Spokojne i dostatnie życie skończyło się 1 września 1939 roku. Ojciec mój służył w lotnictwie i tak jak większość rozbitej armii i lotnictwa przeszedł obóz w Rumunii skąd uciekł. Przedostał się do Francji, gdzie gen. Sikorski zmobilizował rozbitków i przekazał Anglii. Mój ojciec całą wojnę służył w Dywizjonie 300.

Mama moja, Maria Sawa z Rehorowskich, przeżyła całą wojnę i okupację rosyjską, potem niemiecką i znowu rosyjską we Lwowie. Ta ostatnia rosyjska okupacja skończyła się dla nas wyjazdem ze Lwowa z paroma tobołkami, zostawiając wszystko za sobą. Następne dziesięć lat spędziłyśmy w Rozwadowie nad Sanem, gdzie ukończyłam czteroletnie Technikum Finansowe i rozpoczęłam pracę jako księgowa w Gminnej Spółdzielni. W międzyczasie poznałam mojego przyszłego męża, Jana Markuta, który ze studiów w Poznaniu przyjeżdżał do Rozwadowa odwiedzać swoich rodziców. Ślub wzięliśmy 19 marca 1955 roku w Bytomiu u mojego stryjka Edwarda Sawy, który zastępował mi ojca. W Bytomiu Jan, z wykształcenia artysta plastyk, projektował wnętrza sklepów, kawiarni itp. W 1956 roku urodził się nasz pierwszy syn Tomasz, a w 1958 drugi syn Maciej.

W 1964 roku mama moja uzyskała zezwolenie i paszport na wyjazd do swego męża, a mojego ojca po 25-letniej rozłące. Półtora roku później zmarła na raka trzustki. Pochowana na polskim cmentarzu w Glasgow w Szkocji.

Mój stryj, Edward Sawa, który z rodziną wyemigrował do USA w 1963 roku, sponsorował moją całą rodzinę i w lutym 1972 roku popłynęliśmy TSS Stefanem Batorym do Nowego Jorku. Stamtąd przedostaliśmy się autobusem do Chicago, gdzie mieszkaliśmy przez sześć lat adaptując się do nowych warunków życia.

>>> czytaj dalej

W 1978 roku przenieśliśmy się do Clearwater na Florydzie. Tu zapuściliśmy korzenie na stałe. W naszej małej restauracyjce "Little Europe" zbierali się rodacy, których wtedy w tym okręgu było bardzo niewielu.
Kiedy 13 grudnia 1981 roku gen. Jaruzelski ogłosił stan wojenny w Polsce, mój mąż zainicjował wiec protestacyjny. Z grupą najbliższych przyjaciół zorganizowaliśmy wiec w Crest Lake Park w Clearwater. W naszym domu malowało się transparenty, szyło flagi, a Janek namalował duży portret Lecha Wałęsy. Wiec odbył się w połowie stycznia 1982 roku. Jednymi z uczestników wiecu byli moi klienci, Wally West ze swoim ojcem Florianem. W następnym spotkaniu rodaków w "Little Europe", któremu przewodniczył Wally West, postanowiliśmy założyć organizację. Wally został prezesem, mój mąż wiceprezesem, było kilku członków zarządu, a ja podjęłam funkcję skarbnika. Tak powstał Amerykański Instytut Kultury Polskiej w hrabstwie Pinellas. Naszym celem jest propagowanie polskiej historii i kultury wśród Amerykanów, którzy bardzo niewiele wiedzą o naszym naukowym dorobku i bogatej kulturze.

Wally przeszedł na emeryturę po 28 latach niezmordowanej pracy. Ja poszłam w jego ślady rok później, oddając pozycję skarbnika młodszej osobie. Z braku lepszej kandydatury ostatnio przyjęłam funkcję prezesa, aby kontynuować propagowanie polskości na ziemi Waszyngtona.

Największym i trwałym osiągnięciem Instytutu jest ufundowanie pomnika gen. Tadeusza Kościuszki w Williams Park w St. Petersburgu na Florydzie dłuta polskiego artysty rzeźbiarza Andrzeja Pityńskiego.
W ciągu 30 lat istnienia AIPC organizowaliśmy odczyty znanych pisarzy i historyków dla  studentów wyższych uczelni, historyczne wystawy, sztuki teatralne, koncerty muzyki polskiej i filmy.

Po długiej i ciężkiej chorobie mój mąż zmarł 15 listopada 1993 roku. Dwa lata później, w wieku 60 lat otrzymałam dyplom ukończenia dwuletnich studiów w St. Petersburg Junior College w zakresie administracji służby zdrowia.

Trzy miesiące później zdałam akredytacyjny egzamin uprawniający do sprawowania kierowniczego stanowiska działu rekordów medycznych. W wieku lat 73 zdałam akredytacyjny egzamin uprawniający do pracy w medical coding.

Całe życie marzyłam o tym, żeby  wrócić do mojego miasta Lwowa. Po bardzo wielu latach doczekałam się wreszcie tego, że warunki polityczne i moje możliwości finansowe pozwoliły na to, żeby  pojechać na Kresy. W tym roku już dziewiąty raz byłam z  moją przyjaciółką u naszych rodaków, którzy tam jeszcze żyją. Każdego roku staram się zebrać trochę pieniędzy od znajomych, przyjaciół i ludzi dobrej woli, aby ulżyć naszym ludziom w ich trudnym i biednym życiu. Dla nich hymn "Nie rzucim ziemi" to nie tylko slowa poetki, to ich droga życia. Mam stale w pamięci fakt, że gdyby nie decyzja mojej mamy, aby  opuścić Lwów w 1945 roku, może ja byłabym na ich miejscu albo  zginęłabym jak wiele tysięcy naszych rodaków wywiezionych na Syberię.


Wywiad przeprowadził Edi Pyrek w 2011 roku w Clearwater na Florydzie.

materiały
: / :
Wysiedlenie ze Lwowa
: / :
Wojenna tułaczka rodziny Sawów
: / :
Trudny start na emigracji
: / :
Emigrować, by tworzyć
: / :
Czym jest Ojczyzna
: / :
Ponure powitanie w Ameryce
: / :
Dla słuchaczy
Saga rodziny Sawów
galeria